Jest tylko jedna rzecz gorsza od porażki…sukces, na który nie jesteś gotowy.“Lunatycy” to bezkompromisowa powieść o tym, co się dzieje, gdy nasze największe marzenie się spełnia, a my zaczynamy żałować, że w ogóle o nim pomyśleliśmy – o swojej pierwszej książce, której premiera jest właśnie dzisiaj, opowiada Jan Favre.

Często spotykam się z przekonaniem, że self-publishing – owszem, dla poradników biznesowych, ale nie dla beletrystyki. Czy Twoim zdaniem wydanie i promocja powieści wymaga wyjątkowych działań?

Promowanie powieści z pewnością jest trudniejsze niż promowanie poradnika, ponieważ potencjalnemu nabywcy nie można przedstawić bezpośrednich korzyści z nabycia książki. Przykładowo: w przypadku poradnika o odchudzania możemy użyć sloganu “Dzięki tej książce dowiesz się jak schudnąć 10 kilogramów w miesiąc”, to działa na wyobraźnię i bezpośrednio rozwiązuje problemy, które ma odbiorca. W przypadku fabuły nie możemy zastosować tego typu chwytu i zasadniczo dużo trudniej wytłumaczyć odbiorcy “co jest w środku”.

Czy od początku wiedziałeś, że chcesz wydać książkę samodzielnie? Dlaczego?

W momencie gdy pojawił się pomysł napisania “Lunatyków”, czyli w okolicach roku 2012, zupełnie nie zakładałem, że wydam jakąkolwiek książkę sam, ale w międzyczasie zacząłem się orientować jakie są stawki dla autorów w przypadku wydawnictw tradycyjnych. I okazało się, że są żenujące, bo nie można inaczej nazwać 10% brutto z ceny sprzedaży. Dokładając do tego fakt, że promocja jaką oferowało wydawnictwo debiutantom też nie była porywająca, a sam miałem zgromadzone wokół bloga spore grono odbiorców, nie widziałem powodu, żeby oddawać komuś większość pieniędzy z mojej pracy.

Co Twoim zdaniem jest największą zaletą self-publishingu?

Po pierwsze zyski, po drugie kontrola nad powstawaniem książki. To, że tradycyjne wydawnictwo daje jakość jest kłamstwem. Widziałem książki, które na pierwszej stronie miały rażące błędy gramatyczne, a w stopce adresy największych polskich filii wydawniczych. Nie mówiąc już o tym, że w przypadku self-publishingu tylko Ty decydujesz kiedy przecenić książkę i czy w ogóle, dzięki czemu po nocach nie śnią mi się koszmary, że po miesiącu “Lunatycy” wylądują na dnie kosza z przecenami.

Który moment pracy nad książką był dla Ciebie największym wyzwaniem?

W związku z tym, że to mój debiut zarówno jako pisarz, jak i wydawca, to w zasadzie każdy. I proces konstruowania fabuły, i wyplucie z siebie ponad 600 000 znaków, i szukanie podwykonawców, i organizowanie logistyki, i samo zakładanie działalności gospodarczej było sporym wyzwaniem.

Twoja książka opowiada o ciemnej stronie sukcesu. A czym osobiście dla Ciebie jest sukces? Jak definiuje go autor “Lunatyków”?

Sukcesem, w rozumieniu uniwersalnym, jest dla mnie realizowanie zakładanych celów, natomiast w ujęciu zawodowym – utrzymywanie się na zadowalającym poziomie z pracy, którą chcemy wykonywać i sprawia nam ona przyjemność.

Co mogą znaleźć czytelnicy w Twojej książce i z drugiej strony – czego na pewno w niej nie znajdą?

Przede wszystkim wciągającą historię o marzeniach, przeznaczeniu i mediach społecznościowych napisaną barwnym językiem. “Lunatycy” to bezkompromisowa powieść o tym, co się dzieje, gdy nasze największe marzenie się spełnia, a my zaczynamy żałować, że w ogóle o nim pomyśleliśmy. Główny bohater, wychowywany przez samotną matkę w szarym bloku na jednym z osiedli Polski B, żyje nadzieją, że jego wielki sen się spełni. Będzie nagrywał płyty i grał koncerty, a muzyka będzie płacić mu rachunki. Odurza się tą myślą, tracąc kontakt z rzeczywistością, aż życzenie staje się faktem. A on przekonuje się na własnej skórze, co znaczy amerykańskie “be careful what you wish for”. Nie znajdą na pewno oklepanych metafor i pompowania objętości marginesami na pół strony.

Co mógłbyś poradzić autorom, którzy marzą o wydaniu swojej książki?

Niezależnie, czy chcecie się wydawać sami, czy z pomocą wydawnictwa, zacznijcie budować społeczność wokół książki i Waszej twórczości przynajmniej na rok przed jej wydaniem, a najlepiej dwa lata wcześniej.

 Jan Favre
Autor bloga Stay Fly. Mieszka w Krakowie i w chwilach, gdy nie dusi się smogiem, chodzi z głową w chmurach, potykając się o worek doświadczeń i kontener marzeń.

Strona książki: Lunatycy
Blog: Stay Fly

Może ci się też spodobać

Napisz komentarz