Najwspanialsze książki rodzą się z prawdziwej pasji, a jeśli ich twórcom towarzyszy jeszcze przyjaźń i pomysł na to,  w jaki sposób wydać swoje publikacje to musi to być dobry początek wydawniczego sukcesu. Poznajcie Projekt Kłobook i śledźcie uważnie, bo krok po kroku rodzi się coś fantastycznego – dosłownie i w przenośni!

Nazwa waszego projektu, Kłobook, intryguje. Skąd się wzięła? Co się za nią kryje?

Paweł Fijałkowski: Przeglądając fragmenty mitologii słowiańskiej, natknąłem się któregoś razu na stworzenie nazywane Kłobukiem. Jest to demon sprawujący opiekę nad ogniskiem domowym i dobytkiem. Zapewnia również właścicielowi powodzenie i dobrobyt. Czytając jedno z opowiadań pana Forge’a, natknąłem się na historię, w której Kłobuk jest ważną postacią. W tym tekście to stworzenie jest zdecydowanie bardziej łagodne,w przeciwieństwie do jego mitologicznego pierwowzoru. Kłobuk pana Forge’a – który jednocześnie stał się patronem naszego wydawnictwa – interesuje się tylko tym, żeby być nakarmionym, mieć własny pokój oraz komputer z dostępem do Internetu.

Martyna Ościk: Zachwyty Pawła nad postacią kłobuka trwały jakiś tydzień, aż pewnego wieczoru pojawiła się z jego strony sugestia, że to dobry pomysł na nazwę wydawnictwa. Moją delikatną modyfikacją była tylko zamiana końcówki „buk” na „book”. W końcu mamy się zajmować książkami.

Skąd pomysł by stworzyć własne wydawnictwo?

P.F.: Wszystko zaczęło się od tego, żę przeczytałem wpis na blogu Michała Szafrańskiego na temat publikacji jego własnej książki. Dowiedziałem się z jednego z tych artykułów między innymi o umowach, jakie wydawnictwa podpisują z początkującymi autorami. Taki autor potrafi dostać 2%, 3% albo 10% od ceny okładkowej swojej książki. Nie to było jednak najgorsze. Zrobiłem dokładniejsze badania, z których wynikało, że wydawnictwa nie mogą skupić całej swojej uwagi na promowaniu jednego autora, a tym bardziej debiutanta. Ponadto niejednokrotnie czytałem o tym, że wydawnictwa ingerują w treść powieści i autor, po podpisaniu umowy, jest zobowiązany stosować się do ich wskazówek. Bywały też przypadki, w których wydawnictwo chciało nabyć na własność prawa autorskie do dzieła. Moim zdaniem to bardzo podłe warunki i pomyślałem sobie, że gdybym miał w ręku dobry materiał, to wydałbym go na zupełnie innych zasadach. A że spotkałem Martynę…

M.O.: Kiedy dostałam do ręki pierwszą wersję maszynopisu powieści pana Forge’a, nie mogłam się wręcz oprzeć, żeby nie zadać pytania: „Czy mogę powstawiać przecinki tam, gdzie ich brakuje?”. Paweł, jako ambasador 😉 pana Forge’a bez wahania wyraził na to zgodę. W miarę upływu czasu dostawałam kolejne teksty, nad którymi praca była dla mnie największą przyjemnością. Wymagała wysiłku umysłowego, ale jednocześnie – w jakiś sposób – stanowiła dla mnie formę walki ze stresem. Oboje jesteśmy z Pawłem ludźmi, którzy czytali chyba od zawsze, lwia część naszych rozmów dotyczyła więc książek. Nie zapomnę pierwszego razu, kiedy Paweł powiedział rozmarzonym głosem: „Chciałbym mieć kiedyś własne wydawnictwo”. No i tak to się zaczęło… 😉

Gdzie można poznać Waszą twórczość?

P.F.: Na początku opowiadania pana Forge’a ukazywały się na portalu Nowej Fantastyki. Reakcje czytelników były różne, aczkolwiek w większości przypadków pozytywne (chwalony był przede wszystkim za pomysły). Gdy nasza strona internetowa została ukończona, pan Forge zdecydował, że chce, by jego teksty ukazywały się tylko i wyłącznie tam. To dla niego duże pole do popisu.

M.O.: Któregoś dnia natknęliśmy się na ogłoszenie dotyczące „naboru” opowiadań do nowo powstającego magazynu internetowego „Biały Kruk”. Za pozwoleniem pana Forge’a wysłałam więc jedną z historii, które spisał. Redakcja przyjęła tekst bardzo pozytywnie, co zaowocowało pierwszą publikacją na łamach owego magazynu. Jesteśmy „troszkę” dumni ;).

W jaki sposób przygotowujecie się do realizacji swojego wydawniczego projektu?

P.F.: Tak na dobrą sprawę, to książka ukaże się dopiero w drugiej połowie przyszłego roku. Prawdopodobnie na początku jesieni. Jeśli zaś chodzi o opowiadania, to najpierw zebraliśmy kilka tekstów, które nas interesowały i pomyśleliśmy o blogu, czyli czymś, gdzie możemy systematycznie publikować historie pobocznych bohaterów powieści. Jest tego trochę i podoba nam się, że dostęp do nich jest całkowicie darmowy i ogranicza nas jedynie bariera językowa, ale nad tym też już pracujemy:)

M.O.: Kiedy zdecydowaliśmy się już na uruchomienie bloga, pomyśleliśmy, że dobrą rzeczą będzie publikowanie wraz z każdym opowiadaniem ilustracji. W ten sposób będzie można „zobaczyć” bohaterów i w ten sposób lepiej ich poznać. Trafiliśmy na niesamowicie utalentowaną osobę, która bez mrugnięcia okiem poczuła klimat opowieści i przedstawiła go na próbnym rysunku. Tak zaczęliśmy współpracę z panią Martyną Nejman.

Co wyjątkowego zaproponujecie przyszłym czytelnikom?

M.O.: Chyba już trochę odpowiedzieliśmy na to pytanie. Wyjątkowe jest to, że czytelnicy będą mogli poznać świat, w którym rozgrywają się wydarzenia z nadchodzącej powieści. Przedstawione z innej perspektywy będą rozwijać losy bohaterów pobocznych. Plan jest taki, aby czytelnik – jeszcze przed wydaniem książki – już wybrał sobie ulubione postacie, z którymi najbardziej się utożsamia. Marzy nam się, żeby odbiorcy z niecierpliwością czekali na datę premiery powieści. Żeby wręcz nie mogli się jej doczekać.

Co jak dotąd było dla Was największym wyzwaniem?

P.F.: Cały proces związany z wydaniem książki jest dla nas dużym wyzwaniem, aczkolwiek aktualnie najbardziej męczymy się z tłumaczeniami opowiadań na język angielski. Chcemy podzielić się tekstami pana Forge’a poprzez największą na świecie stronę internetową umożliwiającą publikację własnych tekstów, czyli Wattpad.. Już w chwili, w której się na nią natknąłem, wiedziałem, że jest to coś, co po prostu musimy zrobić.

Za 5 lat Kłobook… ,no właśnie, dokąd zmierzacie, gdzie widzicie się za kolejnych 5 lat?

P.F.: Mamy w planach wydać na dzień dzisiejszy trzy książki pana Forge’a (łącznie z tą, która ukaże się jesienią). Planujemy przetłumaczyć wszystkie na język angielski i zacząć sprzedaż e-booków na Amazonie. Jest jeszcze kilka mniejszych pomysłów, ale na razie zachowam je dla siebie 🙂

M.O.: Planujemy przez cały ten czas rozwijać bloga poprzez regularne wpisy. Chcielibyśmy też kiedyś móc sobie pozwolić na to, aby, poza wydawaniem książek pana Forge’a, zająć się publikacją dzieł innych autorów. Ale wszystko w swoim czasie… 🙂

Kłobook


Jesteśmy przyjaciółmi w podobnym wieku (Paweł 27, Martyna 29 lat). Poznaliśmy się w pracy i od razu przypadliśmy sobie do gustu. Lubimy tę samą fantastykę (Neil Gaiman, Glen Cook, Joe Abercrombie, J.K. Rowling). Paweł uwielbia Tima Burtona i Beksińskiego. Martyna ma słabość do Joela Dickera i Krzysztofa Piskorskiego. Oboje mieszkają we Wrocławiu.

Projekt Kłobook znajdziecie pod adresem: www.klobook.com

Może ci się też spodobać

Napisz komentarz