Jak zostać autorem? Prawdziwym autorem! I czy self-publisher może tak o sobie mówić?

Nietypowe pytanie

Od momentu, w którym poznałam bliżej reguły gry na rynku wydawniczym, nie miałam wątpliwości, że jedyną formą wydawania moich publikacji będzie self-publishing. Za tą decyzją przemawiało wszystko. Niezależność. Możliwość szybkiego procesu wydawniczego. Decyzyjność. Proces sprzedaży. Choć oczywiście każda forma procesu wydawniczego ma swoje zalety i wady (więcej o tym tutaj).

Miałam wydane już trzy własne tytuły, kiedy zaskoczyło mnie pytanie, o to czy nie czuję się dziwnie wydając swoje własne książki Kiedy dopytałam: „dlaczego miałabym się tak czuć?”, dowiedziałam się, że przede wszystkim KTOŚ powinien przecież oceniać czy się nadają.

To dało mi wówczas do myślenia. Po pierwsze jak bardzo mocno zakorzeniony mamy schemat, że współpraca z wydawnictwem to jedyna słuszna ścieżka wydania książki. A po drugie… jak bardzo opieramy postrzeganie wartości własnej pracy od opinii innych! I jak bardzo bliska jest wielu osobom perspektywa, że NIE WYPADA być przekonanym o tym, że robi się naprawdę świetne rzeczy! Tak, zupełnie nie boję się powiedzieć, że moje książki dla dzieci są super. Skąd o tym wiem? Wiem co robię, wiem jak robię i wiem, że potrafię. Po za tym najważniejszym „barometrem” są mali czytelnicy i ich rodzice. To oni wszystko wszystko weryfikują!

Jak zostać autorem?

Doskonale wiem, że kulturowo i społecznie skromność jest postrzegana jako cnota. Że wciąż w XXI wieku dzieci słyszą „samochwała w kącie stała”, „rób swoje, a cię zauważą”, „nie wypada się chwalić”. I że często uważa się, że powinniśmy siedzieć w tym kącie do momentu, w którym KTOŚ nie zauważy naszego potencjału i nie dam nam szansy. KTOŚ. Tak, jakbyśmy nie mogli dać sobie tej szansy sami!

Niedawno ponownie natrafiłam na podobny punkt widzenia na jednej z grup dotyczących pisania.

„Nie czułabym się prawdziwym pisarzem, gdybym sama wydała swoją książkę”, „Ludzie twierdzą, że jestem ambitna i jeśli żadne wydawnictwo nie będzie chciało, mnie wydać, to znaczy, że na to nie zasługuję”, „To oznacza, że moja książka nie jest dość dobra, by ktoś chciał w nią inwestować”.

Moją uwagę zwrócił szczególnie ten skrót: brak zainteresowania wydawnictwa = nie zasługuję na wydanie książki! W wydawnictwie KTOŚ siedzi przed komputerem. I kieruje się kryteriami swojego biznesu. Tak, tak, wiem, że to kontrowersyjne, ale trzeba wreszcie sobie powiedzieć wprost – prowadzenie wydawnictwa to nie wyłącznie MISJA (choć po części może nią być oczywiście), ale również, a może przede wszystkim BIZNES. Wydanie książki musi się OPŁACAĆ. Książka musi pasować do profilu wydawniczego. Musi spinać się budżet. Musi spinać się plan. Debiuty z założenia są ryzykiem. Często sprawdzają się publikacje tych, którzy są już w jakiś sposób znani lub mają swoje społeczności. Tych, którzy mają potencjał marketingowy. Decyduje tu mnóstwo czynników nie mających nic wspólnego z tym, czy jesteśmy „dość dobrzy” i czy „zasługujemy”. I mam ochotę w takich momentach powtarzać jak mantrę „HEJ, jeśli ty sam/a w siebie nie uwierzysz, to nikt tego nie zrobi”!

Można odrzucać self-publishing ze względu na ogrom pracy, czasu i koszty. Można odrzucać ten model, ze względu na to, że chce się skoncentrować tylko na pisaniu, a nie na promocji, sprzedaży i logistyce. Ale forma wydania książek nie determinuje bycia „prawdziwym” autorem.

Wydałam samodzielnie 8 tytułów uwielbianych przez małych czytelników. Czy mam już prawo nazwać się autorką? Idźmy dalej. Michał Szafrański sprzedał ponad 100 000 egzemplarzy swojej książki „Finansowy Ninja”. Czy jest „prawdziwym” autorem?

I jeszcze jeden przykład – znam osobę, której PRAWDZIWE wydawnictwo „zawaliło” promocję książki. 2 lata pracy i rok oczekiwania na wydanie. 300 sprzedanych egzemplarzy. Czy to oznacza, że JEST, czy NIE JEST prawdziwą autorką?

To kim jesteśmy, zależy od nas. Nie uzależniajmy realizacji swoich marzeń od opinii innych. Nie myślmy, że zasługujemy na coś, tylko wtedy kiedy KTOŚ nas o tym zapewni. Nie postrzegajmy swojej wartości przez pryzmat czyichś subiektywnych opinii. Prawda jest taka, że jeśli chcesz – będziesz autorem – pod warunkiem, że sam/a sobie dasz szansę, by się nim poczuć. A jaka droga cię do tego zaprowadzi – czy klasyczna ścieżka wydawnicza, czy self-publishing to już naprawdę nie ma znaczenia.

Kurs selfpublishing

You Might Also Like