Dziś o swojej samodzielnie wydanej książce opowiada Pani Swojego Czasu, czyli Ola Budzyńska – wulkan energii i inspiracji dla wielu kobiet. Jak pracowała nad jej wydaniem? I dlaczego wybrała self-publishing? Zapytałam o to Olę!

Coraz częściej książka staje się narzędziem budowania marki. Jak Olu, było w Twoim przypadku? Co stało się motywacją do jej napisania?

Mam wrażenie, że gdy zabierałam się za pisanie mojej książki, miałam już dosyć dobrze zbudowaną markę (choć to ciężko stwierdzić definitywnie, bo proces budowania marki przecież ciągle trwa). Motywacją do napisania książki było zebranie całej mojej wiedzy w jednej pigułce dostępnej od ręki, a najwygodniejszą formą takiej pigułki jest właśnie książka. Jest tania (w porównaniu na przykład do kursów online), łatwo dostępna i zawsze pod ręką w razie potrzeby.

Czy od początku było dla Ciebie oczywiste, że książkę wydasz samodzielnie? Jeżeli tak, to dlaczego?

Nie. Po pierwsze chciałam zaznaczyć, że nie jestem jedną z tych osób, które wydanie swojej książki zaczynają opowieścią zaczynającą się od słów: „zawsze marzyłam o napisaniu książki”. Ja tam nigdy takich marzeń nie miałam. Pomysł pojawił się, gdy zwróciło się do mnie z tą propozycją pierwsze wydawnictwo, a potem zgłosiły się jeszcze dwa kolejne. I początkowo zamierzałam wydać książkę właśnie z wydawnictwem, bo wydawało mi się, że to jedyna możliwość, by książka masowo trafiła do czytelniczek.

Przy czym zwróćcie uwagę, że pierwsze wydawnictwo zaproponowało mi nakład w wysokości 2 tysięcy egzemplarzy i to dla mnie było właśnie tą masowością. Co jest o tyle zabawne, że pierwszy nakład mojej książki sprzedał się już prawie w całości, a wynosił on 5 tysięcy egzemplarzy, a sprzedaż książki trwa od marca tego roku.  Tak więc zdecydowanie nie docenia się możliwości self-publishingu.

W międzyczasie, w trakcie takich moich rozmyślań swoją książkę wydał Michał Szafrański i zobaczyłam, że można to zrobić niezwykle profesjonalnie, zarobić na tym całkiem sensowne pieniądze i jednocześnie dotrzeć do sporej ilości czytelniczek. I właśnie po tym doświadczeniu zdecydowałam, że książkę wydaję samodzielnie.

W przypadku współpracy z wydawnictwem, termin oddania książki określa umowa. W jaki sposób pracowałaś nad książką – pisałaś pod wpływem weny, nastroju, czy też zakładałaś, że np. w danym tygodniu musi powstać np. dany rozdział?

Pamiętajmy, że ja jestem osobą, która uczy inne kobiety organizacji i zarządzania sobą w czasie.
W związku z tym nie widzę ŻADNYCH powodów, żeby deadline, który obiecujemy same sobie miał być mniej wartościowy niż ten, który mamy w umowie z wydawnictwem. Czy jesteśmy mniej warte niż wydawnictwo? Mniej ważne? Mniej wartościowe? Nie. A więc deadlajn, który same sobie określimy jest tak samo istotny, jak ten, który określa nam umowa. Moim deadlajnem był 31 lipca 2016 roku i oprócz tego, że sama sobie obiecałam, że do tego czasu skończę pisanie książki, to o moim terminie wiedział cały #gangPSC, czyli zespół kobiet pracujących ze mną.

Jeśli ja opóźniłabym swoje pisanie, to opóźniłabym cały projekt – korektę i redakcję, tworzenie makiety, grafik do książki i całą masę tych wszystkich zadań, które są związane z samodzielnym wydawaniem książki.

Tak więc odpowiadając na Twoje pytanie – jeśli miałam wenę i nastrój to oczywiście pisałam ile się dało i z tej weny korzystałam. Ale gdy jej nie miałam to też pisałam – miałam ustalone, że minimum pisania to 1,5 godziny dziennie. Siadałam do pisania codziennie rano i pisałam od 8.oo do 9.30. W weekendy pisałam dłużej, bo wychodziłam z laptopem do kawiarni i pisałam przez kilka godzin (uwielbiam pisać w zatłoczonych i gwarnych miejscach). Dodatkowo w połowie lipca wyjechaliśmy na na wakacyjną pracę, albo pracownicze wakacje, podczas których mąż zajmował się dziećmi, a ja pisałam prawie non stop. 31 lipca pisanie książki zostało ukończone.

Który etap pracy nad książką był dla Ciebie największym wyzwaniem? Czy z perspektywy czasu coś zrobiłabyś inaczej?

Powiem tak – gdy wydajesz książkę samodzielnie to jej napisanie to bułka z masłem. Według mnie to była najprostsza i najszybsza część tego etapu. Także dlatego, że zależy tylko i wyłącznie od Ciebie. To od Ciebie zależy ile napiszesz, czy napiszesz, czy zdążysz na czas itp. Im głębiej w las tym pojawia się więcej osób i stron zaangażowanych w ten proces i coraz mniej elementów tej układanki zależy od Ciebie.
A tych elementów jest naprawdę bardzo dużo i szczerze mówiąc biorąc się za samodzielne wydawanie książki nie sądziłam, że jest ich aż tyle.

Bo wydając samodzielnie książkę musisz:
– napisać ją
– poddać korekcie i redakcji
– ponownie sprawdzić po 1 korekcie
– oddać do ponownej redakcji
– stworzyć makietę książki (czcionka, wielkość akapitów, wygląd rozdziałów, odstępy i cała masa takich
drobiazgów)
– przygotować grafikę do książki
– przygotować okładkę
– wybrać rodzaj papieru, szycia/klejenia książki oraz rodzaj okładki (twarda/miękka/półtwarda, z folią
lub bez, matowa czy z połyskiem)
– zadbać o korektę techniczną
– uzyskać numer ISBN
– przygotować próbny wydruk, by sprawdzić czy wszystko w porządku
– stworzyć plan promocji i sprzedaży swojej książki (sama się nie sprzeda przecież)
– stworzyć stronę www (lub generalnie miejsce w sieci), na którym będziesz sprzedawać swoją książkę
napisać ofertę sprzedaży książki
– przygotować wszelkie grafiki związane z książką
– stworzyć sesję zdjęciową książki
– przygotować posty na media społecznościowe, w których będziesz promować swoją książkę
zastanowić się nad sposobem pakowania i wysyłki swoich książek – kto je będzie pakował, adresował i
wysyłał. Oznacza to wybór opakowań, dostawcy pocztowego itp. (My w #gangPSC postanowiłyśmy, że
otrzymanie książki będzie wydarzeniem wyjątkowym i pakujemy ją wyjątkowo starannie, co powoduje,
że ciągle dostajemy od naszych klientek informacje zwrotne, że nasza książka była najpiękniej
zapakowaną przesyłką, jaką kiedykolwiek dostały)
– i wiele innych drobiazgów.

Jak widzicie napisanie książki przy tej całej masie zadań, to maleńka kropelka w ogromnym morzu projektu, jakim jest samodzielne wydawanie książki 🙂

O co Twoim zdaniem warto zadbać szczególnie przed sprzedażą książki?

Według mnie tylko o jedną rzecz, a mianowicie – zbudowanie społeczności, która jest żywo zainteresowana tematyką, której jest poświęcona nasza książka.

Nie ma nic gorszego niż wymyślić sobie, że napiszemy książkę, wydać jej 500 czy 1000 egzemplarzy, a potem rwać sobie włosy z głowy zastanawiając się komu by tu ją sprzedać.

Budowanie społeczności to proces, który trwa bardzo długo i powinien być rozpoczęty na długo zanim w ogóle pomysł książki przyjdzie nam do głowy.

Olu, co na podstawie własnych doświadczeń, mogłabyś doradzić osobom planującym samodzielne wydanie swojej książki?

Po pierwsze zachęcam do sprawdzenia kto już wydawał książkę samodzielnie i w jaki sposób to robił.

Tak jak pisałam wcześniej – samodzielne wydawanie książki, to naprawdę duży projekt i większość osób pokazuje w jaki sposób to robi. Takie „bebechy” pokazujące ten proces od środka możesz znaleźć na moim blogu, ale też u Michała Szafrańskiego, czy Moniki Lis, która niedawno również wydawała i sprzedawała własną książkę, a dodatkowo zbierała na nią pieniądze w formie crowdfundingu, więc można się dowiedzieć także o tym jak wyglądało finansowanie takiego procesu.

Po drugie trzeba cały proces zaplanować, przy czym jako osoba pracująca z kobietami, które mają problem z zabraniem się za robotę przestrzegam przed zbyt mocnym analizowaniem tego, co będzie.

Bo jeśli zbyt mocno się zastanawiasz nad tym, co będzie i strach przed nieznaną przyszłością Cię paraliżuje i powoduje, że nie piszesz książki, to zalecam coś zupełnie odwrotnego – najpierw napisz tę książkę i w ogóle się nie zastanawiaj co dalej, a jak już napiszesz, to będziesz myśleć nad tym jak ją wyda.

Bo inaczej mamy taką sytuację, że zaczynasz gnębić się myślami o tym, jak wydać książkę, która jeszcze nie istnieje.

Spotkać Olę Budzyńską możecie na jej blogu www.paniswojegoczasu.pl,  a dla wszystkich ciekawych książki “Jak zostać Panią Swojego Czasu”, Ola udostępnia również bezpłatny rozdział książki, który można pobrać tutaj.

zdjęcia źródło: www.paniswojegoczasu.pl

Kurs dla autorów

Może ci się też spodobać

Napisz komentarz